Girl with the orchid tattoo

MIŁOŚĆ NIE JEST OKRUTNA TO MY JESTEŚMY OKRUTNI MIŁOŚĆ NIE JEST GRĄ TO MY ZROBILIŚMY GRĘ Z MIŁOŚCI

Ważne

Następny rozdział: 30.04.2017

Rozdziały pojawiają się co jeden lub dwa tygodnie. Nie informuję o tym, zatem polecam obserwować bloga lub zwracać uwagę na to miejsce, ponieważ data czy informacja o ewentualnych opóźnieniach, zawsze pojawią się właśnie tutaj.

Wszystko co znajduje się na blogu jest wytworem mojej wyobraźni. To fikcja literacka osadzona w realnym świecie. Niektóre elementy fabuły mogą nie zgadzać się z faktycznymi wydarzeniami.

Pragnę zaznaczyć, że w tekście mogą pojawić się wulgaryzmy czy treści o zabarwieniu erotycznym.

Na blogu pojawia się opowiadanie autorskie, które jest stworzone tylko i wyłącznie przeze mnie. Zakazane jest kopiowanie treści.

Drogi czytelniku, każda opinia jest na wagę złota, dlatego jeśli przeczytałeś to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza :)

Popularne posty

była różą
w rękach tych
którzy nie mieli zamiaru
jej zatrzymać
- rupi kaur
Oparł się ramieniem o ścianę w bocznym korytarzu i wyciągnął swój telefon. Nie mógł uwierzyć, że po raz kolejny dał się wyciągnąć swojemu przyjacielowi w to miejsce. Powinien spasować, ale Charlie był nieugięty i zaciągnął jego i kilkoro ich znajomych do Marquee znowu. Rozumiał, dlaczego ten facet był tak dobry w tym, co robi i ich firma się rozwijała: nie ustępował, więc jeśli miał plan, musiał go zrealizować. Tak samo było z wyjściami do klubu: Nicholas nigdy nie chciał, a jednak Williams zawsze go do tego namawiał. A ten mu ulegał.
Cały czas stał tyłem do przejścia w stronę sali głównej. Dzisiaj w tym miejscu królowała zdecydowanie normalniejsza muzyka, bardziej w stylu pop niż techno. Bardziej zmysłowa niż odbierająca zmysły przez intensywne uderzenia. Spojrzał na wyświetlacz, na którym była informacja, że ma ponad dziesięć nieodebranych połączeń. Większość od siostry i Rose, która nadal nie mogła odpuścić. Wypuścił głośno powietrze i poczuł czyjąś obecność. Zdziwił się, bo w ten korytarz raczej nigdy, nikt się nie zapuszczał. Już chciał się odwrócić, ale usłyszał zduszony głos.
— Nie wolno. Nie pamiętasz? 
Nie myślał, że kobieta jest tak blisko niego, ale sekundę później poczuł jak jej ciało napiera na jego plecy, a dłonie oplatają talię.
— Więc tak to ma wyglądać? — mruknął, przejeżdżając dłonią po jej odkrytym przedramieniu, zatrzymując się na chwilę na tatuażu, pod którym miała prosty zegarek od Daniela Wellingtona, ze skórzanym, czarnym paskiem i tarczą w tym samym kolorze, wykończoną różowym złotem.
— Czy tak nie jest... ciekawiej?
Poczuł jej oddech na szyi. Dłoń przesunęła się w górę i przejechała po jego włosach, zaciskając się na nich i odchylając jego głowę w bok. Poddawał jej się. Był jak zahipnotyzowany, chociaż zwykle sam przejmował kontrolę, patrząc jak kobieta robi to czego on chce. Tym razem, było inaczej. Tym razem chciał jej słuchać. Chciał być uwodzony. Podniecała go jej pewność siebie i tajemnica, która kryła się za tym, co mówi i robi.
Ciepłe wargi dotknęły jego skóry tuż za uchem, język podrażnił to miejsce, a zęby lekko przygryzły skórę. Wypuścił powietrze z ust.
— Przychodzisz tu, bo liczysz, że mnie spotkasz? — szepnęła, a ciepły oddech owionął jego twarz.
— Może.
— Liczysz na coś więcej? — Pocałowała go w kark, mocno przyciskając dłoń do jego torsu. Poczuł jej przyspieszony oddech i unoszącą się klatkę piersiową.
— Może...
Usłyszał jej cichy śmiech.
— Zamknij oczy. I lepiej nie podglądaj... 
Wykonał jej polecenie. Nagle nacisk na jego plecy i klatkę piersiową zniknął. Pojawił się za to ciepły oddech na wargach. Chciał otworzyć oczy i zobaczyć kim jest osoba, którą spotyka w tym miejscu po raz trzeci. Osoba, której nigdy nie widział, a jednak nie mógł przestać o niej myśleć. Jej wargi były miękkie i ciepłe, gdy delikatnie dotknęły jego. Jakby sprawdzała, czy odsunie się albo otworzy oczy. Przysunęła do nich dłoń, skutecznie uniemożliwiając mu podglądanie. Pogłębił pocałunek, obejmując ją w talii i przyciskając do ściany. Poddała mu się, nie mając możliwości, by się podtrzymać, bo obie dłonie miała na jego twarzy. Napierał na nią swoim ciałem, jakby chciał ją uwięzić i zniewolić. Ich języki walczyły o dominację, a ciała nie chciały się od siebie oderwać. Dziewczyna pozwoliła sobie na chwilę zapomnienia i przymknęła powieki, delektując się tym intensywnym doznaniem. W końcu się od niego odsunęła, oddychając głęboko.
— Wow... — mruknęła, czując, jak jej piersi ocierają się o jego umięśniony tors. Silne dłonie nadal oplatały jej szczupłą talię, dociskając jej ciało do ściany.
— Zasłużyłem na odsłonięcie oczu?
— Jeszcze nie... — szepnęła, zbliżając się do niego i muskając delikatnie jego wargi. — Do zobaczenia...
Nim się zorientował wysunęła się z jego objęć, nadal zasłaniając rękami jego oczy, po czym odeszła.

Wrócił na salę, mimo iż nadal nie ochłonął po kolejnym spotkaniu z dziewczyną. Stał w tym korytarzu kilka minut, starając się poukładać sobie w głowie to wszystko. Stwierdził, że następnym razem nie ma zamiaru słuchać jej poleceń, nawet jeśli go to wszystko podnieca. Chciał w końcu zobaczyć jej twarz. Przeczesał dłonią włosy i rozejrzał się po zatłoczonym pomieszczeniu. Potrzebował drinka. Kilku drinków. Ruszył w stronę baru i zamarł. Tyłem do niego siedziała Ivy, ubrana w cieniutką, czarną koszulę z długim rękawem. Rozmawiała akurat z barmanem, który wpatrywał się w nią i uśmiechał łobuzersko, jakby proponował jej spotkanie po swojej zmianie. 
Jakby instynktownie, dziewczyna odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła, unosząc do góry szklankę z różowym płynem. Szybko ją opróżniła i znowu odwróciła się w stronę barmana. Ruszył w jej stronę i zajął szybko miejsce obok niej, rzucając w stronę pracownika ostre spojrzenie, które miało dać mu do zrozumienia, że powinien odejść. Jego pewność siebie i siła, od razu podziałały. 
— Coś podać? — zapytał mężczyzna.
— Whiskey. Czystą. I jeszcze raz to samo... — Skinął w stronę szklanki, którą trzymała blondynka. 
Uśmiechnęła się pod nosem.
— Nie spytasz, czy chcę? — Podniosła na niego wzrok. 
— Nie. — Wpatrywał się w nią z całą swoją mocą, jakby chciał ją przycisnąć do ściany i pocałować, nawet jej nie dotykając. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje.
Uniosła do góry kącik ust.
— Trochę jest pan zarozumiały, panie Collins.
— Tylko odrobinę.
Popatrzyła mu prosto w oczy, ledwo zauważając postawioną przed nią szklankę.
— Nie myślałam, że lubisz takie klimaty. 
— Nie pasuję do tego miejsca? — Uniósł do góry jedną brew i upił łyk brązowego płynu.
— Nie bardzo.
— Przejrzałaś mnie. Mój przyjaciel jest bardzo uparty...
— Cóż... Nie powinnam narzekać. — Uśmiechnęła się do niego łobuzersko i stuknęła swoją szklanką o jego, po czym upiła znaczną część drinka.
Dopiero teraz zauważył, że rękawy jej koszuli są pomięte, jakby dopiero co miała je podwinięte aż do łokci. 
— A ja chyba powinienem mu za to podziękować...
— Zdecydowanie... — Dopiła trunek i odstawiła szkło na blat. — Nie chcę się upić... — mruknęła, kręcąc głową, gdy zaproponował jej kolejną porcję. 
— Nie jesteś tu sama. 
Uniosła do góry brwi, zaskoczona tym, że nie pytał, tylko stwierdzał. 
— Nie. Moi przyjaciele gdzieś się kręcą... 
— I zostawili cię samą? — zaśmiał się i sam opróżnił swoją szklankę.
— Nie mam z tym problemu... — Zmierzyła go spojrzeniem od torsu do oczu i przygryzła lekko wargę. 
Hipnotyzował ją. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że się na nią patrzył, a ona nie mogła oderwać od niego wzroku, pozwalając, by wyobraźnia roztaczała przed nią coraz to nowe obrazy. Widział to. Widział jej lekko zaróżowione policzki, łobuzerski uśmiech, błysk w oczach, który z każdą chwilą zmieniał się w pragnienie. Widział to w przyspieszonym oddechu i zaciśniętych na szkle palcach. Żaden facet tak na nią nie działał. Nawet jeśli jej się podobał, nigdy jej nie fascynował. Ale nie Nicholas. Nicholas nie dość, że był przystojny, to jeszcze był artystą. I czuła, że jest w stanie go słuchać i słuchać. Kiedyś, zaciągnęłaby go do korytarza. Teraz, chciała się powstrzymać i go uwodzić. Po alkoholu traciła kontrolę. Dlatego jego obecność nie była jej do końca na rękę. Pocieszał ją jedynie fakt, że nie piła dzisiaj dużo.
— Powinnam już iść... — powiedziała cicho, zaskakując ze stołka.
— Jeszcze wcześnie... Zostań... — szepnął, łapiąc ją za nadgarstek i zatrzymując, gdy chciała odejść w stronę drzwi. 
— A co jeśli powiem, że chłopak na mnie czeka? — Popatrzyła mu prosto w oczy. 
— Byłbym niepocieszony. — Przysunął się do niej trochę bliżej. 
Co on wyprawiał? Nigdy nie należał do facetów, którzy w trakcie jednej nocy kręcą się wokół dwóch kobiet. Ale Ivy... Coś w niej było, co go fascynowało, sprawiało, że chciał ją poznać. A tajemnicza dziewczyna z tatuażem... Na razie była trochę jak mara, która pojawia się i znika, pozostawiając jedynie dziwne uczucie i mnóstwo pytań.
— To chyba dobrze, że jednak nikt nie wyczekuje mojego powrotu... — szepnęła i znowu przygryzła wargę. — Do zobaczenia... — wymruczała i odeszła, a on dłuższą chwilę wpatrywał się w miejsce, w którym widział ją po raz ostatni. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, dlaczego ma wrażenie deja-vu. 

Wyszła z klubu i pospiesznie wyciągnęła telefon. Wybrała jeden z nielicznych numerów, które miała na szybkim wybieraniu i ruszyła w stronę stacji metra.
— Hej, jesteś w mieście?  — Wypaliła, nie czekając nawet na reakcję rozmówcy.
— Cześć, Ivy. Tak, jestem w mieście. — Zaśmiał się cicho.
— Mogę wpaść?
— Jasne. Hej, wszystko w porządku?
Kurwa. Kurwa. Kurwa. Dlaczego od razu musi uważać, że coś się dzieje.
— Wszystko okey. Czemu?
Zeszła po schodach na stację i sprawdziła za ile ma najbliższy pociąg. Na jej szczęście musiała czekać zaledwie kilkanaście sekund.
— Brzmisz, jakby coś się działo.
— Musimy porozmawiać.
— Porozmawiać? Od kiedy my rozmawiamy?
— Nie żartuję, Damien... — mruknęła, łapiąc się jedną ręką za rurkę na środku wagonu. 
Musiała z nim porozmawiać. Jak najszybciej. Fakt, nigdy ze sobą nie rozmawiali, ale tym razem musiała to z siebie wyrzucić, a Lily nie była najlepszym słuchaczem w tym przypadku. Jej przyjaciółka nie wiedziała za wiele o Damienie, bo Ivy nigdy nie mówiła o facetach. Zresztą jej relacja z nim była prosta jak konstrukcja cepa, więc nie było o czym opowiadać. Teraz musiała jednak zrobić wyjątek i zastanowić się co dalej.
— Musimy porozmawiać.
— Och, jesteś bardzo poważna. — Nadal słychać było rozbawienie w jego głosie.
— Miej lepiej jakiś alkohol. Nie jestem wystarczająco pijana. 
— Wiesz, że mój barek jest pełen alkoholu i czeka na konsumentów.
— Cudownie.
Rozłączyła się.

— Rozumiesz, o co mi chodzi? — mówiła, chodząc w jedną i drugą stronę, popijając pierwszy alkohol, który dorwała. Było to wino. Nawet całkiem niezłe jak na jej, dość niewygórowane, wymagania.
Damien patrzył się na nią i zagryzał dolną wargę, jakby nad czymś się zastanawiał.
— No co? 
— Przyszłaś tutaj, żeby to — Wskazał palcem na siebie, a potem na nią. — Zakończyć?
— Co? Ja... Nie wiem... Rany... — Opadła na fotel obok niego i odstawiła kieliszek.
— Cóż... Ewidentnie z nim flirtujesz... Jeśli poczujesz się lepiej, to zdecydujmy się to zakończyć — powiedział ze spokojem i uśmiechnął się szeroko.
— Serio? Myślisz, że to dobry plan? To znaczy, mam ochotę go zaciągnąć, kiedyś w przyszłości, do łóżka. Skóra mnie przy nim mrowi...
— Słuchaj... — Nachylił się w jej stronę. — Wiesz, że ostatnio znacznie rzadziej się widujemy. Co chwile nie ma mnie w mieście. Może czas po prostu uznać ten układ za zakończony... Jeśli rozwinie się to, o czym myślisz, nie będziesz musiała się niczym martwić... — Zaśmiał się głośno i opadł na sofę. — Moje drzwi są otwarte... Dopóki nie znajdę sobie kogoś na poważnie.
— Rozważasz to? Ty, pracoholik? — Zaśmiała się i nieco rozluźniła.
— Cóż, zbliżam się do trzydziestki, chyba czas zacząć szukać.
— Może... 
— Hej, może teraz będziemy się przyjaźnić w końcu! — Uśmiechnął się i złapał ją za rękę. — Chyba najwyższy czas ruszyć dalej, Ivy. 
— Może masz rację...
— Poza tym... Dostałem ostatnio ofertę pracy w Chicago. Jak dobrze pójdzie to za kilka tygodni się tam przeprowadzę... — Uśmiechnął się do niej szeroko, bo już od dawna marzył o przeprowadzce do Wietrznego Miasta
I chociaż nie była do niego przywiązana. Nic do niego nie czuła. To gdzieś z tyłu głowy kiełkowała jej myśl, że nikt nie chce jej przy sobie zatrzymać mimo wszystko. Nikt nie walczy. Ale przecież sama się o to prosiła.