MIŁOŚĆ NIE JEST OKRUTNA TO MY JESTEŚMY OKRUTNI MIŁOŚĆ NIE JEST GRĄ TO MY ZROBILIŚMY GRĘ Z MIŁOŚCI

Ważne

Następny rozdział: ?????

Rozdziały pojawiają się co jeden lub dwa tygodnie. Nie informuję o tym, zatem polecam obserwować bloga lub zwracać uwagę na to miejsce, ponieważ data czy informacja o ewentualnych opóźnieniach, zawsze pojawią się właśnie tutaj.

Wszystko co znajduje się na blogu jest wytworem mojej wyobraźni. To fikcja literacka osadzona w realnym świecie. Niektóre elementy fabuły mogą nie zgadzać się z faktycznymi wydarzeniami.

Pragnę zaznaczyć, że w tekście mogą pojawić się wulgaryzmy czy treści o zabarwieniu erotycznym.

Na blogu pojawia się opowiadanie autorskie, które jest stworzone tylko i wyłącznie przeze mnie. Zakazane jest kopiowanie treści.

Drogi czytelniku, każda opinia jest na wagę złota, dlatego jeśli przeczytałeś to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza :)

Popularne posty

11. undiscovered

||
pomyśleć że jesteśmy
tak zdolni do miłości
a mimo to wolimy
być toksyczni
- rupi kaur

Gdy ciągle miała coś do roboty, czas szybciej jej leciał. Głównie przesiadywała w galerii, przyjmowała potwierdzenia przybycia na wernisaż i doglądała prac podczas rozmieszczania fotografii. Przygotowała też informacje o możliwości zakupu biletów i wysyłała je, kiedy rozeszły się jak świeże bułeczki. Zredagowała też wszelkie noty na strony internetowe, do gazet i agencji.
Gdy wychodziła w piątek z galerii, była pewna, że przyszłotygodniowy wernisaż będzie naprawdę udany. Była zadowolona z tego, jak wszystko zaczynało wyglądać i nabierać kształtów. Dzisiaj postanowiła przyjechać do galerii samochodem, nawet za cenę stania, na co drugich światłach. Pogoda nie zachęcała do spacerów, więc zmusiła się do jazdy po mieście. Nie lubiła tego, ale od czasu do czasu i tak musiała odpalić swojego starego chevroleta.
Gdy tylko wsiadła i zatrzasnęła za sobą drzwi, jej telefon zaczął dzwonić. Odebrała.
— Wszyscy mają takie wyczucie czasu, że dzwonią zawsze, gdy wychodzę z galerii — mruknęła. 
— Też się cieszę, że cię słyszę. I, że z takim zaangażowaniem pracujesz nad wystawą...
Wywróciła oczami i oparła się wygodnie o fotel.
— Dobry wieczór, panie Collins. Czym sobie zasłużyłam na ten telefon, a nie wiadomość tekstową? — zaśmiała się cicho i popatrzyła na krajobraz po drugiej stronie rzeki.
— Nie ironizuj... — powiedział z groźbą w głosie, aż zadrżała, wyobrażając sobie jego surowe spojrzenie. — Od której masz jutro sesję? — Wyczuwała niezadowolenie w jego tonie i wiedziała, że się krzywi. Uśmiechnęła się pod nosem. 
— Od dwunastej.
— Okey, chciałem wpaść do galerii i zobaczyć jak to wygląda. Wyjeżdżam z miasta i wrócę dopiero przed wernisażem...
— Och... — Czy ona naprawdę była zawiedziona? Chyba była. — W porządku. Możemy się spotkać przed jedenastą. Stąd mam kawałek do studia, więc pojadę potem prosto na sesję.
— Świetnie. Do zobaczenia jutro... — mruknął i już się rozłączył.
Zmarszczyła brwi, zupełnie nie rozumiejąc jego sztywnego zachowania i oficjalnego tonu. Wiadomości, które wymieniali w ostatnim tygodniu były zabawne i pełne ukrytych podtekstów, a teraz zachował się jak pracodawca w stosunku do pracownika i to jej się bardzo nie podobało.


Stała oparta o maskę swojego samochodu i czekała aż Nicholas w końcu przyjedzie. W jednym uchu miała słuchawkę i bujała się do rytmu wypływającej z niej melodii. Wpatrywała się w Manhattan, stukając palcami o czarną karoserię. Usłyszała, jak niedaleko zatrzymuje się samochód. Odwróciła się w jego stronę. Czarny Mercedes o przyciemnianych szybach stał kilka metrów dalej. Drzwi z tyłu się otworzyły i pojawił się w nich Nicholas.
— No tak, kierowca. Powinnam się domyślić... — Wywróciła oczami. — Ile masz samochodów?
— Kilka — mruknął, poprawiając marynarkę. 
— Wszystkie czarne? 
— Nie. Prosto stąd jadę na lotnisko... — Wyjaśnił, wskazując na samochód. 
Skinęła głową.
— Załatwmy to szybko. Nie chcemy, żebyś się spóźnił... — powiedziała, prostując się jak struna i ruszyła w stronę galerii. Zsunęła mocniej sweterek na dłonie, bo było jej w nie wyjątkowo zimno. 
— Większość już gotowa. Jeszcze musimy powiesić zdjęcia i ustawić stół.
Mężczyzna wszedł i rozejrzał się po wnętrzu. Część fotografii stała pod ścianami. Już zapomniał jakie to uczucie, widzieć swoje prace w takich rozmiarach, na ścianach galerii. Spojrzał na zdjęcie Nowego Jorku, a potem na widok za wielkim oknem.
Ivy obserwowała jak wyprostowany, mierzy spojrzeniem fotografie. Przeszedł do kolejnych pomieszczeń, ale nie ruszyła za nim. Nie chciała naruszać jego przestrzeni. Stała przy oknie i czekała na werdykt.
— Wygląda dobrze... — mruknął, wracając w końcu do pierwszego pomieszczenia.
— Cieszę się.
— Ufam ci. Wierzę, że ostatnie szlify nadadzą temu wydarzeniu charakter...
— Oczywiście. Polecam, żebyś przyjechał godzinę przed otwarciem. Będzie można coś zmienić, jeśli będziesz miał życzenie. 
— W porządku... W takim razie do zobaczenia w piątek.
— Bezpiecznego lotu, panie Collins.
Jak chciał być taki oficjalny, to będzie oficjalna. Zmierzyła go spojrzeniem. Skinął tylko głową i wyszedł z budynku. 
— Dupek... — warknęła pod nosem i sama skierowała się do wyjścia. Kiedy stanęła przy drzwiach, widziała, że Mercedes wyjeżdża na ulicę. Miała ochotę rzucić w niego kluczami. 
Cholerny, mieszający w głowie dupek!

— Ivy, zmiana koncepcji... Zrobimy proste zdjęcia, trochę pokombinujemy ze światłem. Zobaczymy, jak to wyjdzie i zdecydujemy czy idziemy dalej, czy wystarczy... — powiedział Alex, gdy siadła na środku rozstawionego tła, nadal ubrana w szlafrok. Lampy były ustawione tak, że jej ciało było oświetlone z każdej strony, pozostawiając jednak ciemne miejsca.
— CO?! Liczyłam na ten miód! — powiedziała Lily, stojąc kilka metrów od przyjaciółki. — Potem mogliśmy to z ciebie zlizać. 
— Przyznaj, że po prostu chciałaś mnie zobaczyć taką całą lepiącą się i upapraną.
— Tylko na to czekałam... — zniżyła głos do szeptu i popatrzyła na przyjaciółkę. 
— Wybacz, Lily. Nie tym razem... — wtrącił się Alex. Jak zwykle wydawał się spięty, aczkolwiek profesjonalny. — Ivy, musisz ustawiać się tak, żeby pozasłaniać wszystko. Oprócz piersi...
— W porządku... — powiedziała, gdy odszedł w stronę komputera. 
Lily stanęła obok.
— Naćpał się czy wypił? — mruknęła do przyjaciółki.
— Myślę, że to alkohol. Dodał mu odwagi, co? Normalnie w mojej obecności nie użyłby słowa "piersi", nie robiąc się przy tym cały czerwony... Szczególnie kiedy te piersi są na zewnątrz... — zaśmiała się cicho.
Rozejrzała się po pomieszczeniu. Oprócz nich była tu jeszcze jedna dziewczyna, która szykowała jej włosy i makijaż oraz chłopak od oświetlenia. Nie miała problemu z rozbieraniem się przed tymi ludźmi. Lubiła swoje ciało, a wystawianie go do sztuki, było zdecydowanie czymś, na co mogła się zgodzić. Nie miała faceta, który byłby zazdrosny i ufała, że Alex zrobi piękne i subtelne fotografie, a nie tanie i tandetne nadające się dla podrzędnego magazynu dla panów. 
— Gotowa? — krzyknął z oddali. 
Światła ogólne zgasły, zostały tylko lampy fotograficzne. Zdjęła szlafrok i odrzuciła go na bok, siadając tak, że nogami zasłoniła wszystko, co miało być zasłonięte, przesuwając włosy na lewą stronę, tak że muskały piersi. 
— Pomyśl sobie, że uwodzisz właśnie faceta swoich snów... — mruknęła Lily.
— Gdybym była naga, nie musiałabym go już uwodzić, kochana.

— Okey. Jedno ujęcie, potem robimy przerwę! — krzyknął Alex i ustawił się idealnie, jak chciał ją ująć. 
Ostatecznie dostała jeszcze męską koszulę i kwiaty, które wpleciono jej we włosy. Alex starał się ustawiać światło tak, że albo była subtelnie rozjaśniona, albo mocno ukryta w cieniu. Wykonywała jego polecenia, bo kiedy stawał za aparatem, nagle zachowywał się jak inny człowiek: był zdecydowany, pewny i wiedział, co chce osiągnąć. Więc wydawał jej konkretne i jasne instrukcje. Zawsze była niemal w pełni okryta.
— Świetnie. Mamy to! — powiedział Alex i podniósł się z ziemi. 
Ivy powoli wstała, czując, że jest już naprawdę zmęczona.
— Co teraz? — spytała, dołączając do reszty ekipy.
— Cóż, w planie miałem jeszcze farby i obrzucanie cię kolorowymi proszkami... Ale ustawiliśmy bardzo dobre światło. Wolę chyba jednak takie bardzo proste i klasyczne zdjęcia. Zerknę co mamy.
— Spoko... — mruknęła i pozwoliła sobie poprawić włosy i makijaż.
Kolejną godzinę spędzili na robieniu jej bardzo zaciemnionych portretów. Czasami jedynym widocznym elementem jej twarzy było oko albo wargi. Przez cały czas starała się wymazać z pamięci zachowanie Nicholasa i to jak cholernie mylące były jego działania. Nie chciała zawieść Alexa, dla którego wystawa była najważniejsza w życiu. Chciał nią przekonać rodziców, że to, co robi, jest wartościowe. 
Kiedy odwrócił się na chwilę, zapomniała się i zamiast pozować, siedziała zamyślona, z ręką zakrywającą piersi i włosami opadającymi na twarz. Patrzyła na podłogę przed sobą, starając się poukładać sobie w głowie parę spraw. 
— Ivy, świetnie! — krzyknął Alex. — Myślę, że na dzisiaj skończymy. Przejrzymy zdjęcia i zobaczymy, co się nadaje. Do wystawy jeszcze trochę czasu, więc jakby co dorobimy coś... — Mrugnął do niej i podszedł do laptopa. — Nie musicie zostawać. Dzięki za dzisiaj! — krzyknął do reszty. 
Ivy ubrała się i popatrzyła na Lily.
— Porozmawiaj z nim! — mruknęła szatynka i wyszła.
— Naprawdę, wyszły fantastyczne zdjęcia. Świetne oświetlenie... — powiedziała blondynka, nachylając się nad Alexem, który właśnie przestawiał kolejne fotografie.
— Miałem piękną modelkę. Wszystko inne to tylko dodatek...
— Alex, nie umniejszaj swojej pracy...
— Ale przecież to prawda! — Odwrócił swoje krzesełko w jej stronę. — Ivy, wszyscy wiemy, że jesteś piękna i fotogeniczna. Masz hipnotyzujące spojrzenie, aparat cię kocha. 
— Dzięki... — powiedziała cicho i naciągnęła mocniej rękawy, zaciskając na nich pięści.
— Ivy, tak sobie myślałem, że może byśmy wyszli gdzieś razem...
— Alex... Ja wiem... Wiem, co do mnie czujesz... Ale nic z tego nie będzie. Lubię cię, uważam, że jesteś świetnym fotografem i wrażliwym na piękno artystą. Doceniam to, że często mnie fotografujesz i potrafisz dojrzeć we mnie... cokolwiek. 
— Ivy, proszę cię, daj mi chociaż szansę...
Zamknęła na chwilę oczy i położyła mu dłoń na ramieniu.
— Jesteś dobry i wrażliwy. To ja jestem tą złą, która nie jest gotowa na cokolwiek poważnego... Zasługujesz na kogoś, kto to wszystko doceni... Doceni, jaki jesteś...
Wywrócił oczami i popatrzył na jej twarz.
— Przed chwilą mówiłaś, że doceniasz...
Nie przypuszczała, że to będzie takie trudne, a on nie zrozumie, że ona nie chce z nim być i to się nie zmieni. Nie była pewna, czy jego błagalne spojrzenie ją irytuje, czy martwi. Pewny siebie facet by po prostu doprowadził do tego, że nie odbywaliby teraz tej rozmowy. On robił do niej maślane oczy i liczył, że to wystarczy.
— Alex... Nie zrozum mnie źle. Doceniam to, że patrzysz na mnie jak artysta. Ale ja nie... Nie umiem teraz być z kimkolwiek... Jestem jednym wielkim bałaganem, który trzeba w końcu posprzątać. Poza tym... Lubię cię, to wszystko... Przepraszam... Nie zasługujesz na to, żeby cię zwodzić i dawać jakiekolwiek nadzieje. Przepraszam... — powiedziała cicho i ruszyła do wyjścia, zostawiając go samego.


— Mam wyrzuty sumienia — mruknęła pod nosem, przeglądając kolejny wieszak z sukienkami.
— Nie wierzę, że ty to mówisz...
— Ha ha ha. Za taką bezwzględną mnie uważasz? Miło, Lily. — Skrzywiła się i wyciągnęła kobaltową sukienkę i przyłożyła do siebie.
— Piękny kolor. Nie, po prostu zawsze miałam wrażenie, że nie ruszają cię takie rzeczy.
— Chyba złamałam mu serce. 
— Przejdzie mu... Nie to, żebyś dawała mu nadzieje, ale... no wiesz, jaki on jest. Wierzył, że cię w końcu oświeci... — Dziewczyna chwyciła do ręki czerwoną, dopasowaną kreację i podała przyjaciółce. — Ale ciebie ciągnie do... niegrzecznych chłopców. No wiesz...
— Lubię, jak facet jest zdecydowany. Konkretny. Pewny siebie. Wie, czego chce i robi wszystko, żeby to dostać... A nie, ślini się i rzuca zakochane spojrzenia, zamiast działać.
— Wiem, znam twój typ... — Zaśmiała się głośno i popchnęła ją w kierunku przymierzalni. — A Nicholas? 
— Ten facet jest tak pokręcony, że nie nadążam z jego nastrojami. 
— Humorzasty...
— Jak baba przed okresem... W sobotę było świetnie. Chodziliśmy kilka godzin, rozmawialiśmy, dawał mi rady, pokazywał jak złapać lepsze ujęcie... — Wyszła z pomieszczenia w czerwonej, bardzo dopasowanej sukience.
— To niesprawiedliwe, że wyglądasz świetnie we wszystkim... — mruknęła Lily i kazała jej się okręcić. — Twoja pupa jest warta milion dolarów.
Ivy przekrzywiła głowę i popatrzyła na nią spod byka.
— Chciałabym taką. Przymierz inne...
— Wracając do Nicholasa... Przez cały tydzień wymienialiśmy wiadomości, a potem w sobotę, przed sesją, zaczął świrować, być bardzo oficjalny i... zdystansowany. — Pokazała się w niebieskiej sukience z długim rękawem, mocnym wycięciem odsłaniającym dekolt. Kończyła się przed kolanami i od talii płynnie się rozszerzała. Przylegała ładnie do jej ciała i miała zgaszony niebieski kolor.
— Nawet nie mierz tej kobaltowej. Ta jest idealna! — krzyknęła Lily uradowana.
— Okey, okey...
— Założysz do tego srebrną biżuterię i czarne buty... Masz czarną torebkę? Włosy pokręcimy i zrobimy mocny makijaż... — Lily wpadła w szał wymyślania jej wyglądu na piątek, jednak Ivy starała się utrzymać równowagę podczas ściągania sukienki. 
Kiedy odwiesiła ją na wieszak i stała tylko w bieliźnie, usłyszała wibracje zwiastujące nadejście wiadomości.
Mogę nie zdążyć, żeby pojawić się godzinę przed wystawą. Ale jestem pewny, że będzie idealnie.
Nicholas
Wywróciła oczami i zaczęła zakładać na siebie ubrania.

1 komentarz

  1. Zaczyna mnie nieco martwić mój ciągły brak czasu na wszystko, ale mam szczerą nadzieję, że to już ostatni raz, kiedy wchodzę na Twój blog i komentuję dwa rozdziały pod rząd.

    Przyznam się, że w tym rozdziale bardzo mnie zaintrygowało ale równocześnie zaskoczyło zachowanie Nicholasa. Niby wszystko było dobrze, a mężczyzna otoczył się murem i nie pozwolił Ivy przekroczyć bram. Zastanawiam się, czy aby powodem takiego zachowania nie była przypadkiem rozbierana sesja Ivy i może delikatna zazdrość ze strony naszego biznesmena?

    Widzę, że kobieta nieświadomie przygotowuje sobie grunt pod związek. Najpierw rozwiązanie seksrelacji ze swoim przyjacielem, teraz wyjaśnienie wszystkiego z Alexem. Cieszę się, że Ivy zdobyła się na ten krok i chłopak nie będzie się łudził, że między nimi kiedyś coś będzie. Chociaż może nie pociąga naszej głównej bohaterki, to chłopak wydaje się być w porządku i oczywiście zasługuje na szczęście i głęboką relację, tyle, że z kimś innym.

    OdpowiedzUsuń